Czy życie pani Eli i jej męża oraz drugiego małżeństwa chce zniszczyć prezes Międzygminnego Banku Spółdzielczego w Zbuczynie Dariusz Jasiński? By chronić interesy dobrze prosperującej biznesowo swojej dłużniczki?
Prezentujemy wywiad z Elżbietą Oleszczuk z Siedlec, której życie rodzina zamieniło się w koszmar. Bo prezes Międzygminnego Banku Spółdzielczego w Zbuczynie Dariusz Jasiński postanowił zlicytować ją, męża i jeszcze jedna małżeństwo żyrantów za dług młodej dłużniczki zabezpieczony hipoteka budynku na rzecz tego banku!
To moja siostra cioteczna, której po śmierci rodziców postanowiłam pomóc w utrzymaniu prywatnego przedszkola - mówi w wywiadzie dla Telewizja.Patriot24.net Elżbieta Oleszczuk
- By nie płacić czynszu w wynajmowanym budynku, postanowiła ten budynek kupić. My poręczyliśmy ten kredyt na milion złotych, bo budynek jest bardzo duży bo przedszkole prosperowało znakomicie. Ale wszystko zamieniło się w koszmar, kiedy Ta moja siostra cioteczna zaczęła się przyjaźnić z jakimiś mężczyznami - mówi pani Ela.
Dłużniczka przestała płacić raty. Przedszkole upadło a teraz cały budynek prosperuje jako „pokoje pracownicze”.
Tymczasem pani Ela wraz z mężem oraz długie małżeństwo dostali wezwanie do zapłaty pozostałego długu czyli 790 000 zł!
- Dlaczego Prezes Międzygminnego Banku Spółdzielczego w Zbuczynie nie licytuje budynku dłużniczki, tylko postanowił zniszczyć nas, żyrantów? - pyta pani Ela.
- Wczoraj komornik wszedł do domu tego drugiego małżeństwa i zajął cały budynek. Zaplombował rzeczy, opieczętował ich dom więc to jest jakiś szok - zaalarmowała nas dziś rano pani Ela.
Dłużniczka z którą próbowaliśmy się umówić na spotkanie w Siedlcach przestała odbierać telefony. I nie pojawiła się w umówionym miejscu czyli pod kancelarią komorniczą.
Dlaczego koszmaru żyrantów nie rozumie prezes Międzygminnego Banku Spółdzielczego w Zbuczynie Dariusz Jasiński?
Dlaczego nie chce wstrzymać egzekucji żyrantów pomimo że jest już gotowa wycena budynku dłużniczki na kwotę 2 mln 200 tys. zł?
Szczegóły tego koszmarnego zachowania Prezesa Międzygminnego Banku Spółdzielczego w Zbuczynie Dariusza Jasińskiego zaprezentujemy w reportażu w dniu jutrzejszym.
Radom i Warszawa dzieli niewielka odległość, ale w tej sprawie widać przede wszystkim dystans między działaniami instytucji, które formalnie pracują, lecz faktycznie nie spotykają się w jednym punkcie. Z materiałów analizowanych przez redakcję wyłania się obraz czynności prowadzonych równolegle, bez realnej synchronizacji, co w sprawie dotyczącej dziecka ma znaczenie kluczowe — bo tu liczy się nie dokument, tylko czas.
Konflikt to zjawisko naturalne — pojawia się wszędzie tam, gdzie ścierają się interesy, emocje i różne interpretacje rzeczywistości. Jednak są sytuacje, w których przestaje być tylko sporem, a zaczyna oddziaływać na znacznie szersze otoczenie.
Sprawa Kamili oraz jej czteroletniej córki staje się kolejnym przykładem sytuacji, w której pojawia się pytanie o rzeczywistą skuteczność systemu ochrony dzieci w Europie.
Sprawa Kamili oraz jej czteroletniej córki staje się kolejnym przykładem sytuacji, w której pojawia się pytanie o rzeczywistą skuteczność systemu ochrony dzieci w Europie.
Kolejna próba wykonania postanowienia sądu dotyczącego wydania dziecka zakończyła się niepowodzeniem. Do zdarzenia doszło w Radomiu, gdzie pod nadzorem kuratorów podejmowano czynności związane z realizacją orzeczenia wydanego przez Sąd Rejonowy w Żyrardowie. Na miejscu obecni byli również funkcjonariusze policji. Mimo zaangażowania służb i formalnej podstawy prawnej wynikającej z decyzji sądu, czynność nie doprowadziła do wykonania orzeczenia.
Przez wiele miesięcy Biuro Rutkowski, Telewizja Patriot24.net i NaszaWielkopolska.pl śledziły dramatyczną walkę pani Adrianny o odzyskanie córki uprowadzonej przez ojca wbrew sądowym nakazom. W tym czasie dziadkowie dziewczynki podejmowali różne formy protestu – pikiety pod sądem, apele pod Sejmem i kilkukrotne głodówki dziadka, który, choć czasem je przerywał, nigdy nie tracił nadziei na powrót wnuczki do matki. Jednym z najbardziej bolesnych momentów były urodziny, które dziewczynka mogła spędzić z mamą jedynie przez ekran telefonu.
Przez wiele miesięcy Biuro Rutkowski, Telewizja Patriot24.net i NaszaWielkopolska.pl śledziły dramatyczną walkę pani Adrianny o odzyskanie córki uprowadzonej przez ojca wbrew sądowym nakazom. W tym czasie dziadkowie dziewczynki podejmowali różne formy protestu – pikiety pod sądem, apele pod Sejmem i kilkukrotne głodówki dziadka, który, choć czasem je przerywał, nigdy nie tracił nadziei na powrót wnuczki do matki. Jednym z najbardziej bolesnych momentów były urodziny, które dziewczynka mogła spędzić z mamą jedynie przez ekran telefonu.
Przez wiele miesięcy Biuro Rutkowski, Telewizja Patriot24.net i NaszaWielkopolska.pl śledziły dramatyczną walkę pani Adrianny o odzyskanie córki uprowadzonej przez ojca wbrew sądowym nakazom. W tym czasie dziadkowie dziewczynki podejmowali różne formy protestu – pikiety pod sądem, apele pod Sejmem i kilkukrotne głodówki dziadka, który, choć czasem je przerywał, nigdy nie tracił nadziei na powrót wnuczki do matki. Jednym z najbardziej bolesnych momentów były urodziny, które dziewczynka mogła spędzić z mamą jedynie przez ekran telefonu.
Czy w Polsce można zostać poważnie rannym podczas policyjnej interwencji za brak świateł i pasów? Tak twierdzi Pan Marcin , który po próbie zatrzymania przez policjantów z Łęcznej trafił do szpitala z wieloodłamowym złamaniem nogi. Mężczyzna był trzeźwy, co potwierdza wynik badania alkomatem. Twierdzi, że został pobity już po zatrzymaniu, a świadkiem całej sytuacji był jego syn. Sprawa została zgłoszona do Biura Spraw Wewnętrznych Policji w Lublinie. Dokumentacja lekarska nie pozostawia wątpliwości – urazy są poważne.
Czy w Polsce można zostać poważnie rannym podczas policyjnej interwencji za brak świateł i pasów? Tak twierdzi Pan Marcin , który po próbie zatrzymania przez policjantów z Łęcznej trafił do szpitala z wieloodłamowym złamaniem nogi. Mężczyzna był trzeźwy, co potwierdza wynik badania alkomatem. Twierdzi, że został pobity już po zatrzymaniu, a świadkiem całej sytuacji był jego syn. Sprawa została zgłoszona do Biura Spraw Wewnętrznych Policji w Lublinie. Dokumentacja lekarska nie pozostawia wątpliwości – urazy są poważne.