[VIDEO] Nawet 15 mln zł wyłudzili na piramidę finansową w Wadowicach! Następne przestępstwo w Świętym Mieście! Czy kolejne wstrzyma Prokurator Okręgowy w Bielsku-Białej Mariusz Lampart?
- Nawet 15 milionów złotych mogła wyłudzić Ewa G. z Wadowic razem ze swoim ukraińskim mężem. Czy Prokuratura Okręgowa w Bielsku Białej powstrzyma oszukiwanie przez nich kolejnych osób? - pyta jeden z licznych poszkodowanych.
- Ta sprawa została zabrana z Prokuratury Rejonowej w Cieszynie. Bo tam podobno doszło do korupcji - przekazuje poszkodowany.
- W sprawę zamieszany jest komornik. Dlatego całość została przeniesiona do Prokuratury Okręgowej w Bielsku Białej. Ale tam wiadomo tylko, że sprawy wielu poszkoodwanych zostały połączone pod jedną sygnaturę - dodaje rożalona ofiara przestępstwa.
Kiedy zapytaliśmy Rzeczniczkę Prasową, czy Prokuratura Okregowa w Bielsku Białej odzyskała już przywłaszczone miliony i skierowała akt oskarżenia oraz powstrzymała tworzenie przez Ewe G. i jej ukraińskiego męża kolejnej piramidy, okazało się że sprawa jest w powijakach!
- Działania prowadzone są w sprawie a nie przeciwko konkretnym osobom - przekazała Agnieszka Michulec, Rzecznik Prasowa Prokuratury Okręgowej w Bielsku Białej.
Na czym polegałoto oszustwo?
- Ewa G. kupowała od komornmika nieruchomości. Miała inwestować też w samochody do leasingu. Pobrała od ludzi pieniądze obiecując wysokie zyski. A potem oświadczyła że sprzeniewierzył je jej syn Kamil - przekazuje poszkodowany w wywiadzie, jaki udzielił naszej stacji Telewizja.Patriot24.net
- Ta kobieta mieszka w Wadowicach i czuje się bezkarna. Tworzy teraz kolejną piramidę i jeśli prokuratura nie zacznie skutecznie działać, oszuka na kolejne miliony kolejne osoby - alarmuje poszkodowany.
Film dostępny jest wraz z niniejszym tekstem oraz pod linkiem:
Trwa Tydzień Pomocy Ofiarom Przestępstw. Liczne instytucje w całym kraju anagażują się w pomoc poszkodowanym. Czy skutecznej pomocy ofiarom bezkarnych wyłudzeń Ewy G. i jej męża udzieli Prokurator Okręgowy w Bielsku Białej Mariusz Lampart?
Jakie decyzje podejmie w tym tygodniu, by całkowicie powstrzymać Ewę G. i jej ukraińskiego męża od popełnienie kolejnych przestępstw? I czy skutecznie zabezpieczy ich majątek na poczet zwrotów poszkodowanym ich pieniędzy?
I czy prawdą jest, że doszło do korupcji przy tej sprawie w Prokuraturze Rejonowej w Cieszynie?
Te pytanie kierujemy dziś do Prokuratora Okręgowego Mariusza Lamparta. A odpowiedzi upublicznimy je natychmiast po ich uzyskaniu.
Konflikt to zjawisko naturalne — pojawia się wszędzie tam, gdzie ścierają się interesy, emocje i różne interpretacje rzeczywistości. Jednak są sytuacje, w których przestaje być tylko sporem, a zaczyna oddziaływać na znacznie szersze otoczenie.
Sprawa Kamili oraz jej czteroletniej córki staje się kolejnym przykładem sytuacji, w której pojawia się pytanie o rzeczywistą skuteczność systemu ochrony dzieci w Europie.
Sprawa Kamili oraz jej czteroletniej córki staje się kolejnym przykładem sytuacji, w której pojawia się pytanie o rzeczywistą skuteczność systemu ochrony dzieci w Europie.
Kolejna próba wykonania postanowienia sądu dotyczącego wydania dziecka zakończyła się niepowodzeniem. Do zdarzenia doszło w Radomiu, gdzie pod nadzorem kuratorów podejmowano czynności związane z realizacją orzeczenia wydanego przez Sąd Rejonowy w Żyrardowie. Na miejscu obecni byli również funkcjonariusze policji. Mimo zaangażowania służb i formalnej podstawy prawnej wynikającej z decyzji sądu, czynność nie doprowadziła do wykonania orzeczenia.
Przez wiele miesięcy Biuro Rutkowski, Telewizja Patriot24.net i NaszaWielkopolska.pl śledziły dramatyczną walkę pani Adrianny o odzyskanie córki uprowadzonej przez ojca wbrew sądowym nakazom. W tym czasie dziadkowie dziewczynki podejmowali różne formy protestu – pikiety pod sądem, apele pod Sejmem i kilkukrotne głodówki dziadka, który, choć czasem je przerywał, nigdy nie tracił nadziei na powrót wnuczki do matki. Jednym z najbardziej bolesnych momentów były urodziny, które dziewczynka mogła spędzić z mamą jedynie przez ekran telefonu.
Przez wiele miesięcy Biuro Rutkowski, Telewizja Patriot24.net i NaszaWielkopolska.pl śledziły dramatyczną walkę pani Adrianny o odzyskanie córki uprowadzonej przez ojca wbrew sądowym nakazom. W tym czasie dziadkowie dziewczynki podejmowali różne formy protestu – pikiety pod sądem, apele pod Sejmem i kilkukrotne głodówki dziadka, który, choć czasem je przerywał, nigdy nie tracił nadziei na powrót wnuczki do matki. Jednym z najbardziej bolesnych momentów były urodziny, które dziewczynka mogła spędzić z mamą jedynie przez ekran telefonu.
Przez wiele miesięcy Biuro Rutkowski, Telewizja Patriot24.net i NaszaWielkopolska.pl śledziły dramatyczną walkę pani Adrianny o odzyskanie córki uprowadzonej przez ojca wbrew sądowym nakazom. W tym czasie dziadkowie dziewczynki podejmowali różne formy protestu – pikiety pod sądem, apele pod Sejmem i kilkukrotne głodówki dziadka, który, choć czasem je przerywał, nigdy nie tracił nadziei na powrót wnuczki do matki. Jednym z najbardziej bolesnych momentów były urodziny, które dziewczynka mogła spędzić z mamą jedynie przez ekran telefonu.
Czy w Polsce można zostać poważnie rannym podczas policyjnej interwencji za brak świateł i pasów? Tak twierdzi Pan Marcin , który po próbie zatrzymania przez policjantów z Łęcznej trafił do szpitala z wieloodłamowym złamaniem nogi. Mężczyzna był trzeźwy, co potwierdza wynik badania alkomatem. Twierdzi, że został pobity już po zatrzymaniu, a świadkiem całej sytuacji był jego syn. Sprawa została zgłoszona do Biura Spraw Wewnętrznych Policji w Lublinie. Dokumentacja lekarska nie pozostawia wątpliwości – urazy są poważne.
Czy w Polsce można zostać poważnie rannym podczas policyjnej interwencji za brak świateł i pasów? Tak twierdzi Pan Marcin , który po próbie zatrzymania przez policjantów z Łęcznej trafił do szpitala z wieloodłamowym złamaniem nogi. Mężczyzna był trzeźwy, co potwierdza wynik badania alkomatem. Twierdzi, że został pobity już po zatrzymaniu, a świadkiem całej sytuacji był jego syn. Sprawa została zgłoszona do Biura Spraw Wewnętrznych Policji w Lublinie. Dokumentacja lekarska nie pozostawia wątpliwości – urazy są poważne.
Czy w Polsce można zostać poważnie rannym podczas policyjnej interwencji za brak świateł i pasów? Tak twierdzi Pan Marcin , który po próbie zatrzymania przez policjantów z Łęcznej trafił do szpitala z wieloodłamowym złamaniem nogi. Mężczyzna był trzeźwy, co potwierdza wynik badania alkomatem. Twierdzi, że został pobity już po zatrzymaniu, a świadkiem całej sytuacji był jego syn. Sprawa została zgłoszona do Biura Spraw Wewnętrznych Policji w Lublinie. Dokumentacja lekarska nie pozostawia wątpliwości – urazy są poważne.